Wejście na Fuji

18-VI-2013, poranna pobudka i śniadanko w bardzo miłym hosteliku (zupka + kawałek omletu). Pogoda zapowiada się znakomicie, to jedyny dzień z okienkiem na dobra pogodę, dni poprzedzające i kolejne to dni deszczowe.

Ruszamy na stację na autobus o 9:20. Na przystanku trochę białych twarzy, niektórzy w butach z modnego sklepu, lecz inni profesjonalnie przyszykowani do wejścia na wulkan. Spotykamy też francuzów, którzy, po rozmowie, okazuje się że mają podobną sytuację do nas, tzn. problem z brakiem odpowiedniego sposobu powrotu z góry do miasteczka, gdyż ostatni autobus poza sezonem powracał o 15:20, co jest czasem nieosiągalnym na wejście i zejście, a o 20:00 mają autobus do Tokyo).

2013-japonia-fuji-01-IMG_2357 2013-japonia-fuji-02-IMG_2360 2013-japonia-fuji-03-IMG_2367

Do 5 stacji Fuji-Subaru Line 5th Station (2305m n.p.m.) docieramy ok. 10:20, która pomimo braku sezonu okazała się pełna ludzi, autokarów i otwartych knajpek. Na szczęście, znacząca większość osób z tej stacji nie podchodziła tego dnia, gdyż oznaczałoby to korki na szlaku i szczycie. Szybkie ustawienie wysokościomierzy na dokładne dane z bazy i ruszamy od razu w górę.

2013-japonia-fuji-04-IMG_2368

Podejście zaczyna się bardzo cywilizowanie: szeroka droga, później wybetonowana ścieżka przez las, która szybko przekształca się w zwykłą ścieżkę leśną. Przejście przez las, mijamy schron przeciwlawinowy i wyjście na 6 stację. Tutaj skręt w prawo i pod górę. Droga prowadzi zygzakami, po ścieżce ze żwirem wulkanicznym. Łatwe podejście, trochę nużące, jednak humory nam dopisują (np. widzieliśmy parę Japończyków z małym pieskiem, a Pan na plecach niósł plecak-koszyk dla pupilka).

2013-japonia-fuji-05-IMG_23852013-japonia-fuji-06-IMG_23882013-japonia-fuji-07-IMG_23902013-japonia-fuji-08-IMG_23932013-japonia-fuji-09-IMG_23962013-japonia-fuji-10-IMG_23992013-japonia-fuji-13-IMG_2409

Jednak to dopiero początek. Następnie ścieżka przekształca się w szlak po skałach, które pokonujemy czasami przy pomocy przymocowanych łańcuchów, w niektórych miejscach są umieszczone kamienne schody, w celu ułatwienia wejścia. Co jakiś czas mijamy małe schroniska, wszystkie oprócz jednego, puste i zamknięte.

2013-japonia-fuji-11-IMG_24062013-japonia-fuji-12-IMG_24082013-japonia-fuji-14-IMG_24102013-japonia-fuji-15-IMG_2411

Przy wysokości ok. 3000m n.p.m. nasze podejście zaczyna spowalniać, głównie przeze mnie, zaczęły boleć mnie nogi (zmęczenie poprzednimi dniami) oraz zwłaszcza głowa. Idę jako trzeci, a Karolcia i Kamil co jakiś czas na chwilę muszą na mnie czekać. Znacznie spada również temperatura, więc polary na plecy. Podczas wchodzenia jest znośnie ciepło, o ile nie trafia się zbocze z wiatrem, który przeszywał całe ciało powodując zimno podczas postojów. Chmury pozostawiliśmy już poniżej nas.

2013-japonia-fuji-16-IMG_24142013-japonia-fuji-17-IMG_24182013-japonia-fuji-18-IMG_24232013-japonia-fuji-19-IMG_24242013-japonia-fuji-20-IMG_24312013-japonia-fuji-21-IMG_24342013-japonia-fuji-22-IMG_2436

Na górę docieramy o 14:18, czyli ok. 4h po starcie. Tam natychmiast zakładamy kurtki i czapki, gdyż wieje bardzo mocny wiatr i jest już bardzo zimno. Robimy parę zdjęć i postanawiamy okrążyć krater oraz wejść na jego najwyższy pagórek (3775,6m n.p.m.). Głowa mocno mnie boli, Kamil też odczuwa skutki wysokości i tylko Karolcia pozostaje w świetnym humorze i samopoczuciu. Na górze w niektórych miejscach ciągle zalegają duże czapy śniegu i sople. Niespiesznie robimy parę zdjęć i wchodzimy na szczyt krateru, którego niestety finalnie nie udaje nam się okrążyć, gdyż droga docelowa jest zakryta grubą warstwą śniegu i lodu (a my niestety bez sprzętu), przejście grozi wypadkiem w razie spaceru, dlatego zbędne ryzyko jest bezsensowne. Cały pobyt na szczycie zajmuje nam około 1h i w tym czasie ból głowy zaczyna stawać się nie do zniesienia. Ruszamy w dół.

2013-japonia-fuji-23-IMG_24382013-japonia-fuji-24-IMG_24442013-japonia-fuji-25-IMG_24612013-japonia-fuji-26-IMG_24622013-japonia-fuji-27-IMG_24712013-japonia-fuji-28-IMG_2486

Kamil podąża najwolniej, ja z Karolcią na przodzie, co jakiś czas czekając na przyjaciela. Jak idę, czuję się znośnie, jak się zatrzymuję, jest bardzo źle. Przy którymś postoju objawy się nasilają czuję: niesamowity ból głowy, odruchy wymiotne, brak możliwości wykonania prostych czynności jak np. odkręcenie butelki z wodą. Skuliłem się na ścieżce, Karolcia podała mi środki przeciwbólowe i łyk wody. Postanawiamy, że obecne rozwiązanie może skończyć się niedobrze, wysyłamy więc Kamilowi smsa, że ruszamy szybko w dół do 5 stacji i tam będziemy na niego czekać, w między czasie spróbujemy zorganizować jakąś taxówkę do Kawaguchiko, a w razie jakichś dodatkowych spraw, ma nas informować telefonicznie. Ruszamy szybko w dół, ja z każdym spadkiem wysokości czuję się odrobinę lepiej. Wkrótce spotykamy 2 przewodników prowadzących białego turystę na szczyt i opowiadamy im o Kamilu, aby wchodząc pod górę wyszukali go wśród turystów i sprawdzili sytuację. Po jakimś czasie otrzymujemy smsa od Kamila, że spotkał 3 osoby na szlaku i oni powiedzieli, że dzieli nas 10 min.

2013-japonia-fuji-29-IMG_2494

Po drodze zdejmujemy kurtki, gdyż robi się coraz cieplej. Tak w miarę szybko docieramy do 6 stacji i tutaj Karolcia orzeka, że droga prowadzi dalej czarną drogą prosto w dół. Chciałem sprawdzić, czy przypadkiem nie ma jakiegoś skrętu w lewo, ale skoro Karolcia twierdzi, że tak jest, to tak jest (ona ma lepszą orientację w terenie, a droga była stosunkowo prosta, więc uznajemy że nie potrzeba korzystać z map). Droga prowadzi raz w lewo, raz w prawo, bardzo stromo po obsypującej się ciągle żwirowej nawierzchni. Karolcia zaczyna tracić pewność, jednak gdy dochodzimy do wysokości 2280m n.p.m., czyli ponad 20m poniżej 5 stacji (całe szczęście zegarek z wysokościomierzem był wyregulowany dokładnie w 5 stacji), postanawiamy zawrócić do 6-stki, bo ponad wszelką wątpliwość od stacji 5 nie szliśmy w dół tak nisko.

Docieramy do 6 stacji i sprawdzamy miejsce, gdzie potencjalnie może być ścieżka. Okazuje się, że tutaj jest mała plakietka z kierunkiem do stacji 5. W końcu wiemy już na pewno jak wrócić :) Ruszamy szybko przez las, z czołówkami na głowach, gdyż zapadł zmrok, będąc pewnym, że Kamil nas wyprzedził, bo na zejście niepoprawną ścieżką straciliśmy 20 min, a w między czasie otrzymaliśmy smsa od Kamila, że spotkał 3 osoby na szlaku którzy powiedzieli, że dzieli nas tylko 10 min. Jednak żadnego światełka przed nami nie dostrzegamy.

Po drodze Karolcia żartuje, że pewnie 5 stacja będzie całkowicie pusta, co się wydaje dobrym dowcipem, zważywszy na fakt, że rano było to miejsce pełne życia. Naszym planem, zakomunikowanym wcześniej Kamilowi w smsie, jest znalezienie taxi, ponieważ jest już późno i ciemno, a według Kamila zejście do Kawaguchiko ma nam zająć jeszcze ok. 2-3h.

Docieramy do 5 stacji, która okazuje się miejscem całkowicie opustoszałym, jedyne oświetlenie dają automat z napojami i żarówka gdzieś na korytarzu w budynku. Kamila nigdzie nie znajdujemy. Wysyłamy więc smsa z pytaniem gdzie jest, siadamy na elektronicznego papierosa i po chwili słyszymy jak ktoś zamyka kotarę. Karolcia podbiega w tym kierunku, aby zdobyć numer do taxi. Po chwili woła mnie: jest 19:50, okazuje się, że żadna taxówka tu nie dojedzie, bo o 20:00 zamykane są bramy dojazdu do stacji. Jesteśmy więc w kropce o czym opowiadamy napotkanemu Japończykowi, całe szczęście mówi całkiem dobrze po angielsku, co w Japonii jest prawdziwa rzadkością. Informuję, że jedzie na dół i może nas dowieść do miasteczka za cenę 1K JPY od osoby. Dziwi się jednak, że jesteśmy w trójkę, a przed sobą ma tylko 2 osoby. Orzeka, że może poczekać na trzecią osobę tylko do 20:10 i nic dłużej.

Dzwonię do Kamila ale okazuje się, że jest on dokładnie tam, gdzie my się zgubiliśmy, czyli przy 6 stacji. Pomylił drogę i skręcił za bardzo w prawo. Zorientował się dopiero, gdy doszedł do świątyni, której na pewno nie mijaliśmy rano i gdy wysokościomierz również mu pokazał że jest poniżej 5 stacji. Kamil orzeka, że do 20:10 dotrze najdalej do szerokiej drogi od stacji 5, ale nie do samej stacji. Jest to ciężka sytuacja, bo Japończyk wydaje się zasadniczy i nie poczeka dłużej niż do 20:10. Kamil nie dotrze do nas do tego czasu, a dalsza droga która miała nam zająć 2~3h, może zająć w rzeczywistości 4h (do hostelu dotarlibyśmy na pewno po 24:00), na co nie mamy ani ochoty ani sił.

Uzgadniam z Karolcią, że zaproponujemy mu wyższe wynagrodzenie, jak się zgodzi poczekać parę minut dłużej. Od wejścia na szeroką drogę do 5 stacji jest ok 5~10min, o ile nic dodatkowego się nie wydarzy. Proponuję mu więc 4K JPY, jak zgodzi się poczekać do 20:25. Zgadza się – uff :) Wsiadamy do samochodu i jedziemy w górę szeroką drogą, do momentu gdzie jest wejście do lasu. Dzwonimy do Kamila, z pytaniem gdzie jest z informacjami z ostatnich ustaleniach. Kamil mówi, że właśnie mija schron przeciwlawinowy. Karolcia proponuje więc, abym wziął czołówkę i pobiegł w las po Kamila. Biorę jednak też cały plecak, na wypadek gdyby okazało się, że nie zdążymy i żona wróci samochodem do miasta, a my z Kamilem dotrzemy na piechotę.

Biegnę ok. 5m, po czym czuję „ścianę”, nie mam sił. Biegnę jednak dalej i po po chwili widzę w lesie światełko z czołówki na głowie biegnącej w moją stronę osoby – to na pewno Kamil. Spotykamy się i bez zatrzymania wracamy biegiem do samochodu. Udało się, wyczerpani siadamy na miękkich siedzeniach (co za luksus :) ) i ruszamy.

Po drodze mijamy bramę, która była właśnie zamykana, zgodnie z wcześniejszą informacją. Mimo zmęczenia dopisują nam humory, bo udało się wejść na Fuji, cało zeszliśmy i uniknęliśmy 4h marszu po ciemku do hostelu. Wesoło opowiadamy sobie co kogo dokładnie spotkało, komentując też sarny, które co chwilę pokazują się  na drodze lub w okolicy. Pan jest tak miły, że dowozi nas pod same drzwi naszego miejsca noclegowego, a nie do wcześniej uzgodnionej stacji kolejowej.

Na przeciwko hostelu jest jeszcze otwarta knajpka z włoską kuchnią (heheheh typowo lokalna kuchnia). Bez chwili zawahania udajemy się do środka. Zamawiamy po piwie i tym na co każdy ma akurat ochotę – jedzenie smakuje wyśmienicie. Piękne ukoronowanie dnia :)

O 22:05 wracamy do hostelu, szybki prysznic i wyczerpani padamy na maty w naszym japońskim pokoiku :)

P/S

Garść przemyśleń:

  • góra, którą zdobywa 300K Japończyków w 2 miesięcznym sezonie, okazała się nie tak trywialna
  • w 6 stacji były 4 drogi: jedna w górę, 2 nieprawidłowe i 1 do 5 stacji. Co ciekawe wybraliśmy wszystkie możliwe opcje, zwłaszcza te błędne :)
  • jeśli czas pozwoli polecamy wejść od samego początku góry, jeśli nie, treking od 5 stacji też jest fajnym przeżyciem
  • jednak warto było, i każdy z Was, kto będzie miał okazję spróbować się zmierzyć z tą górą, niech spróbuje – naprawdę fajnie stanąć na dachu Japonii :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Udowodnij, że jesteś człowiekiem - przepisz tekst z obrazka

Please type the characters of this captcha image in the input box